powitanie / Recenzje i artykuły / Kultura Poznan.pl
« czerwiec 2017 »
PWŚCPSN
2930311234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293012
statystyka
Kultura Poznan.pl - Tomasz Janas

Liryczny, zdystansowany, przejmujący

2013-09-03

Nawet wysoka gorączka i przeziębienie nie przeszkodziły Mirosławowi Czyżykiewiczowi w pojawieniu się w poniedziałkowy wieczór, 2 września, na poznańskim koncercie.

Mirosław Czyżykiewicz. Fot. mat. organizatorów

Co prawda kaprysy pogody (a mówiąc wprost - wieczorna ulewa) uniemożliwiły występ, zgodnie z planami w plenerze - na Dziedzińcu Masztalarni, ale progi klubu Pod Pretekstem okazały się równie gościnnie. Było może mniej "klimatycznie" niż pod gołym niebem, ale za to pewnie bardziej kameralnie i niemniej lirycznie.

Poezja i niepokój

Mirosław Czyżykiewicz jest niewątpliwym zjawiskiem na horyzoncie polskiej piosenki poetyckiej. Wypracował przez lata własny, oryginalny i natychmiast rozpoznawalny język muzyczny. W jego twórczości zamiast klasycznej architektury "krainy łagodności" rozpoznamy raczej krainę niepokoju, niepewności. Owszem, odnajdziemy zadumę, ale dopiero w gąszczu egzystencjalnych pytań, wątpliwości czy wręcz sceptycyzmu wobec ludzkiej kondycji, próbuje ona odnaleźć skrawek nadziei, jasnego światła. Nie chcę w ten sposób deprecjonować twórczości barda. Wręcz przeciwnie - dobrze, gdy czasem nadmiar piosenkowego optymizmu czy prostodusznej liryki weryfikowany jest przez mądre, zdystansowane wiedzenie świata.

Zwłaszcza, że w tym widzeniu Czyżykiewicz ma za przewodników wybitnych twórców. Jego piosenki w znacznej mierze opierają się bowiem przecież na twórczości wielkich poetów - szczególnie Josifa Brodskiego, ale także Osipa Mandelsztama, Tadeusza Różewicza, Zbigniewa Herberta, Cypriana Kamila Norwida czy Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Z ich słów artysta tworzy układankę będącą w efekcie jego własnym opisem świata. Udaje się to o tyle wyraziście, że wybranym przez niego tekstom towarzyszy sugestywna muzyka - właśnie pełna niepokoju, raczej nie łudząca ładną melodią, często szukająca ekspresyjnego wyrazu. Ta muzyka jest - dodajmy - w przygniatającej większości autorstwa samego Czyżykiewicza. Nie bez znaczenia jest również - powtórzmy raz jeszcze to słowo - sugestywna, głęboka (acz nie przeszarżowana) interpretacja wokalisty. Pojawiają się tu czasem szepty i jakby zawahania, kiedy indziej znów spiętrzenia słów, które też nie pozwalają przejść obojętnie obok jego piosenek, zmuszają wręcz do zasłuchania się w nie.  

Intuicyjne porozumienie

Tę siłę interpretacyjną i sceniczną wiarygodność wspierali w poniedziałek mocno dwaj instrumentaliści towarzyszący wokaliście. Obok Czyżykiewicza pojawił się więc Pod Pretekstem przede wszystkim Hadrian Filip Tabęcki - obsługujący liczne instrumenty klawiszowe. To artysta dobrze znany na muzycznym rynku, nie tylko na scenie piosenki poetyckiej, kompozytor, aranżer, świetny instrumentalista. Z niezwykłym, intuicyjnym wręcz, wyczuciem potrafi współpracować z Czyżykiewiczem, reagując natychmiast na wszelkie zwroty w utworach, często niełatwych do zagrania. Skład uzupełniał Mariusz Jeka na klarnecie i klarnecie basowym, dodając muzyce pięknych barw - czasem jazzujących, czasem klasycyzujących, czasem prowadząc w jeszcze innych kierunkach.

Płytowe nagrania Czyżykiewicza to dbałość o muzyczne detale i bogactwo - brzmień oraz instrumentów. Co jednak ciekawe, w tak skromnej koncertowej formule nie odczuwało się właściwie żadnego instrumentalnego braku. Zasługa to na pewno wspomnianych muzyków - a również samego Czyżykiewicza. Gitara nie jest dla niego tylko instrumentem rytmicznym czy akompaniującym. Artysta pozwala sobie często na solowe partie instrumentalne, prowadzi też muzyczne dialogi z Tabęckim - i efekty tego są świetne. Popularny "Czyżyk" jest bowiem nie tylko gitarzystą świetnym technicznie, ale i - może przede wszystkim - obdarzonym wielką muzyczną wyobraźnią.

Czułość

Poniedziałkowy wieczór związany był z promocją najnowszej, bardzo udanej, płyty Czyżykiewicza "Ma cherie". I rzeczywiście znaczną część wieczoru stanowiły piosenki z tego wydawnictwa. Już jednak na samym początku artysta zapowiedział, że oprze swój występ również o nagrania  z wcześniejszych płyt "Ave" i "Allez!". Były więc - gorąco witane przez publiczność - m.in. "W stylu Horacego" i "Piosenka o Bośni" do wierszy Brodskiego czy "Gdy wiatr i deszcz" do wiersza Thomasa Hardy'ego.

Znakomite wrażenie pozostawiły jednak też owe wspomniane najnowsze piosenki. Na przykład ta napisana do wiersza Tadeusza Różewicza o bieli, która "jest doskonała / i staje się bielsza / powoli, powoli". Ta swoista miniaturka z przejmującym wsparciem muzycznym była dla mnie jedną z najciekawszych chwil wieczoru. Innym pięknym momentem był rodzaj bardzo męskiej bezradności wobec kruchości świata, wyrażony słowami wiersza Zbigniewa Herberta. Czyżykiewicz śpiewał - szeptał fragment tekstu Herberta: "Cóż ja z tobą czułości w końcu począć mam / czułości do kamieni do ptaków i ludzi / powinnaś spać we wnętrzu dłoni na dnie oka tam / twoje miejsce niech cię nikt nie budzi". A kameralny, minimalistyczny akompaniament wzmacniał jeszcze siłę wyrazu tego tekstu.

Odchodząc od repertuaru ze wspomnianych trzech płyt, artysta zaśpiewał też (znane już z jego wykonania) "Życie to nie teatr" z muzyką Jerzego Satanowskiego do tekstu Edwarda Stachury. Tym, którzy pamiętają tę piosenkę sprzed lat z głośnej wersji Jacka Różańskiego, Czyżykiewicz ją przypomniał, pokazując też jak - lekko tylko przenosząc akcenty - można dodać jej liryzmu, nie tracąc nic ze śpiewności.

Przesłanie

Celem, który stawia sobie Czyżykiewicz nie jest rozśmieszanie publiczności, co w dzisiejszych czasach - nadreprezentacji kabaretu w życiu publicznym - nie jest bynajmniej zarzutem. Tym niemniej przekornie artysta już od początku występu przekonywał, że chciałby opowiedzieć jakiś dowcip, choć nic nie przychodzi mu do głowy, ale "może coś zabawnego się wydarzy". Wydarzyło się, gdy choremu i ekspresyjnie śpiewającemu wokaliście, obsługa klubu podawała serwetki czy ręczniki do ocierania potu. Artysta podsumował to w pewnym momencie: "Czuję się jak w ringu". A gdy po zakończeniu zasadniczej części koncertu publiczność domagała się dalszych piosenek, stwierdził: "Widzę, że państwo niekoniecznie się spieszą, a ja mam jeszcze jedną zupełnie suchą serwetkę"...

Pojawiły się więc bisy, a wśród nich utwór bardzo znaczący. Czyżykiewicz przyznał, że postanowił swego czasu, by podczas każdego recitalu zaśpiewać choć jedną piosenkę Jacka Kaczmarskiego. Na koniec popłynął więc nad salą "Powrót" ze słowami Kaczmarskiego i muzyką Przemysława Gintrowskiego, pochodzący z pamiętnego programu "Raj". "Jesteś w raju / gdzie spokojny słyszysz krwi i myśli rytm..." - zabrzmiało jak piękne podsumowanie tego bardzo udanego wieczoru.

Tomasz Janas